Link 05.07.2011 :: 23:55
Komentuj (0)Massive attack - Angel
Skończyło się. Prawie. Wolne weekendy do końca przyszłego roku szkolnego. Cieszę się bardzo z tego powodu, ale tylko połowicznie. Rozpiski na sesję na początku pewnie dadzą jakieś poczucie zabijania wolnego czasu... trzeba jednak będzie poszukać czegoś bardziej zajmującego. A może i nie. Czas pokaże. Massive attack jakoś mi dziś nie podchodzi jednak.
Bjork - All is full of love
Średnio pasuje, ale bardziej niż Massive. Przynajmniej cichsze i spokojniejsze brzmienie. Powstaje pytanie, co dalej? Szkoła prawie skończona, praca jest, mieszkanie jest, rodziny nie planuję w najbliższym czasie, co w takim razie pozostanie? Pogoń za lepszą pracą? Większym mieszkaniem? Nie uśmiecha mi się taka perspektywa, ale z drugiej strony, zawsze chciałem mieć mieszkanie w starej kamienicy. Tak czy inaczej, odliczam czas do połowy lipca.
Eric Brosius - Clocktower
Znowu nie mogę się odnaleźć muzycznie. Ale przynajmniej znalazłem klika ciekawych kawałków na sesję w czwartek. Przyjemnie jest znowu grać regularnie.
Dobranoc
Link 23.02.2011 :: 23:04
Komentuj (0)Leżę w kawałkach słuchając trip hopu. Napiszę coś kiedy jak już się pozbieram, o ile wogóle.
Link 10.10.2010 :: 21:26
Komentuj (0)Znów spotykamy sie wieczorem.
Nickleback - Something in your mouth
Co by tutaj napisać... praktyki pedagogiczne, tak jak łatwo było się domyślić, mogą się okazać przeszkodą, której nie chcę przejść, bo nie jest to niewykonalne. Wymagałoby to jednak poświęceń, których podjąć nie chcę. Zobaczymy w tym tygodniu co się okaże, jeśli będę zmuszony wykonać je w pełnym wymiarze godzin, trzeba będzie się szybko rozejrzeć za opcjami na US albo innych uczelniach, które dają licencjat. Kocham w sobie to, że czasem zapomnę całkowicie o zebraniu informacji nim się za coś wezmę, ale cóż, człowiek uczy się na błędach a, że nauczyłem się niemało to nie uważałbym tego czasu za całkowicie stracony.
Rammstein - Haifisch
Poza uczelnią wszystko ma się dobrze. W pracy młyn, ale uważam to za dobrą rzecz (chociaż prowadzenie szkoleń od prawie pół roku jest męczące) bo przynajmniej szybko mi czas w pracy mija i się nie nudzę. Co ciekawe, podwyżka była ostatnio nawet. Nie są to kokosy ale cieszę się, ponieważ to pierwsza prawdziwa podwyżka w tej firmie od trzech lat. Następna pewnie za kolejne trzy lata, ciekawe czy do tego czasu dalej będę pracował w ,,termosie'', czy wyląduję gdzieś indziej. Jak zwykle, tylko czas pokaże
Dropbox - wishbone
Pomarańczówka wyszła całkiem nieźle zważywszy na fakt, że to pierwsza nalewka jaką kiedykolwiek robiłem. Za tydzień albo dwa wezmę się za rozrabianie wiśniówki, ale tutaj nie spodziewam się cudów biorąc pod uwagę fakt, że proporcje ,,ciut'' mi się pomieszały. Skoro student nie świnia i zje wszystko, to z wypiciem też nie powinni mieć tymbardziej problemu.
Dwa tygodnie a ja już odczuwam ostre symptomy odstawienia. Cóż, mogę się tylko pocieszyć faktem, że listopad już blisko ale jakoś mi nie wychodzi. Pozostaje być cierpliwym i tyle. Dobrze, że to już ostatni rok. Co mnie w sumie czasem jeszcze bardziej przeraża.
Michał Jelonek - Funeral of a provincial vampire
Łoś out.
Link 01.07.2010 :: 22:22
Komentuj (2)Dobry wieczór,
Ulver - Lost in moments
Ćma lata mi po pokoju. Utwór jakoś mi nie pasuje, ale w sumie ostatnimi czasy prawie nic mi nie pasuje więc niech zostanie. Cofam się w rozwoju. Zaczynam znowu się zachowaywać jak bym miał 14 lat i mieć podone myśli, niefajnie. Nie, nie myślałem wtedy o seksie, komiksach, filmach czy o czym tam jeszcze 14-latkowie myślą. Były to myśli wybitnie nihilistyczne, których miałem nadzieję nie zaznać już nigdy więcej. Na próżno jak widać. Wtedy pomogły mi sesje, dały zajęcie dla umysły i mówiąc poetycko, oczyściły moje jestestwo z mroków śmierci. Kocham swój patetyzm.
Jan Garbarek - In praise of dreams
Radiowa trójka potrafi pozytywnie zaskoczyć podczas długich podróży. Miło było wspomnieć sobie siedzenie w zimnie na dziedzińcu zamkowym i słuchanie rozgrzewającej muzyki, polecam. Nie wiem co ze sobą zrobić, do niczego nie mogę się pożądnie zabrać. Rzeka pomysłów na sesje, która kiedyś zdawała się nie mieć końca, teraz wyschła a ja powoli sobie usycham niczym warzywko. Boli mnie głowa. Przecież za łatwo jest żyć z dnia na dzień, nie przejmując się niczym i mając wszystko gdzieś, pijąc (tu wstaw swój wybór alkoholu) albo imprezując tudzież po prostu nie robiąc nic, czyli studiując na cukrowej. Nie wiem czego chcę od życia, nie mam celu, mogę robić wszystko, mogę robić nic, na tym też polega problem.
Opeth - Harvest
Chcę studiować, lubię studiować, sprawia mi to przyjemność, wiedza to rzecz piękna i im człowiek jej więcej posiada tym bogatszy ,,duchowo'' się staje. Chcę pracować, lubię swoją pracę, sprawia mi dużo przyjemności, wkurwieni i zdemotywowani ludzi rozwodzący się nad małostkami mi tą przyjemność zabierają i sprawiają, że mam ochotę zostawić to w cholerę. I co? Wrócę do życia na koszt państwa na 3 następne lata? A potem co? Znowu szukać pracy? Znowu trafić na malkontentów? Że nie trafię na nich? W tej kwestii uwierzę swojej rodzicielce, zawsze się trafi ktoś kto narzeka i rozprzestrzenia tą chorobę na innych. Zawsze. Rozwijać się ,,duchowo'' mogę we własnym zakresie. Ale bez popieprzonego papierka, który jest, za przeproszeniem, gówno wart, nie przyjmą mnie bo nie spełniam wymagań. Ot nasze realia.
Opeth - Black rose immortal
I znowu ta chęć by poczuć wiatr na twarzy. Mam dość.
Dobranoc i przepraszam z bełkot,
Łoś
Link 09.05.2010 :: 09:02
Komentuj (0)Manowar - The gods made heavy metal.
Dzień dobry. Jak tak patrzę na daty, to wychodzi, że teraz piszę coś ze średnią cześtotliwością jednej notki na rok. Przynajmniej jestem spójny w tym co robię, prawda?
Za 15 minut zaczną się zajęcia z literatury angielskiej, na które będąc dobrze przygotowanym nie pójdę. Częściowo, bo mam lenia i mi się nie chce, ale prawdziwy powód to jednak lekkie przemęczenie po dwóch tygodniach prowadzenia szkolenia i siedzenia po prawie 9 godzin dziennie w pracy. Efektem tej decyzji będzie zmuszenie się w tygodniu do doczytania Doriana do końca i przeczytania Dumy, z tym ostatnim to może być problem, ale w czerwcu egzamin więc i tak będę musiał przeczytać wszystkie książki z całego roku. Wesoło, nie ma co. O dziwo, nie przytłacza mnie ta myśl.
Guns n' roses - Paradise City
Ostatnio podejście do szkoły zmieniło mi się o 180 stopni. Wcześniej czułem jakąś presję, którą sam sobie nakręcałem, a odkąd zrezygnowałem z jednego zjazdu na korzyść koncertu Rammstein'a, zauważyłem, że można być ze wszystkim na bierząc nie wkręcając sobie niezdrowej presji. Rezultatem zmiany myślenia stało się polubienie mojego kierunku studiów i samej nauki na zajęcia na uczelni. Dziwne to ucuczcie, ale bardzo przyjemne i satysfakcjonujące.
Temat zarządzania czasem i kontynuowania studiów razem z pracą co jakiś czas powraca i gdzieś tam się przemieszcza w mojej ślicznej główce. Prawdą jednak jest fakt, że praca w arvato rozleniwia i uzależnia, ponieważ 10 każdego miesiąca na konto wpływa suma, która zaspokaja moje potrzeby w prawie 100%. Problem z byciem człowiekiem, albo może mną, jest taki, że lubię szukać dziury w całym i nie potrafię się przyzwyczaić do faktu, że dzieje się dobrze, że nie ma jakichś większych problemów.
Within temptarion - What have you done
Teraz z trochę innej strony. Personalnie nic się nie zmieniło i dalej tkwię z jedną przyszłą panią biotechnolog u boku. Słowo tkwię ma tym kontekście jak najbardziej pozytywny wydźwięk jednak bo to ,,tkwienie'' podoba mi się i wątpię bym miał chęć to zmieniać w najbliższym czasie. Na tym poziomie mojego życia, na szczęście, najrzadziej szukam dziury w całym. Co mi z kolei przypomina, że muszę pomyśleć nad dwoma prezentami w ciągu nadchodzących dni.
Rammstein - Du riechst so gut
Tym pozytywnym akcentem muzycznym mówię Wam, miłej reszty weekendu i do następnej notki.
Łoś
Link 30.06.2009 :: 21:38
Komentuj (0)Poets of the fall - locking up the sun
No hej. Jak tak patrzę to miałem napisać coś już dawno temu, ale jak wszyscy wiecie, skleroza nie jest już chorobą związaną z wiekiem. Z drugiej też strony, nie wiedziałem za bardzo o czym by tutaj napisać...mówiąc szczerze, nie wiem czy teraz też wiem.
To jakby nie patrzeć ponad pół roku, ale po prawdzie, niewiele się u mnie zmieniło. Nie pamiętam już, czy pisałem o tym, że powtarzałem semestr z fonetyki, w razie gdyby nie, piszę o tym teraz. Na moje szczęście w nadchodzący weekend jest ostatni zjazd i jeżeli wszystko poszło dobrze będę musiał tylko pozbierać wpisy a potem napisać egzamin końcowy, który wygląda jak FCE, więc niezbyt się nim martwię.
Poets of the fall - the ultimate fling
Praca? Dalej jest, teraz już nawet bezterminowo. Raz daje satysfakcję, raz dobija, raz mam siły, raz nie. To chyba normalne, grunt, że póki co, pozytywów jest więcej niż negatywów. Prędzej czy później, albo sam się zwolnię, albo mnie zwolnią. C'est la vie. Wakacje już dawno się zaczęły, a raczej zaczęłyby się, gdyby dalej obowiązywał mnie mój stary i lubiany kalendarz uczniowsko studencki. Cóż, tak nie jest, więc moje wakacje tak naprawdę będą trwały od 10 do 21 sierpnia. Jak to mówią lepszy rydz, niż nic.
Tak pozatym, starzeję się, po wypiciu pół litra wódki zaczynami mieć wesoło a to zły znak. Trzeba coś z tym zrobić.
Łoś out.
Aaa...fakt, robalu! odezwę się!
... kiedyś :P
Link 06.11.2008 :: 20:12
Komentuj (2)Linkin Park - Breaking the habit
Październik minął tydzień temu a co za tym idzie spóźniłem się trochę. Pewnie bardzo ubolewacie z tego powodu. Nim zasiadłem do pisania, przeczytałem moje wypociny do tej pory i stwierdzam, że w sumie umknął mi fakt mojego awansu. Przecież chwalić się trzeba, prawda? Ale mówiąc poważnie, jestem zadowolony z wykonywanej pracy i zauważam pewne podobieństwo do książki, którą przed chwilą skończyłem czytać. 'Potworny Regiment', kolejna z serii świata dysku, i muszę powiedzieć, że czuję się jak sierżant z owej książki, śmieszna sprawa.
Slipknot - Before I forget
Stwierdzam, że mimo powierzchownego uporządkowania jestem jednak bardzo chaotycznym stworzeniem, pełnym sprzeczności. Nie jest mi z tym źle, czasem wręcz przeciwnie. Jeszcze pięć lat temu poświęcałem się introwertyzmowi iście Werterowskiemu gdzie dziś ów zachowanie sprzyja częściej myślom kreatywnym i pozytywnym aniżeli pesymizmowi. Kolejne miłe zaskoczenie. Ale stwierdzam, że na moją rodzicielkę, mimo, że bardzo ją kocham, reaguję... alergicznie ilekroć ma jakieś pytania czy coś ode mnie chce.
Opeth - Porcelain Heart
Planów na przywitanie nowego roku brak, a przynajmniej brak konkretów, co ma być to będzie. Nowy Opeth jest...inny...ale nie jest zły.
Nie mam jakoś dziś nastroju na pisanie... ale przed nowym rokiem coś może skrobnę.
Miłego wieczoru i powodzenia w totku.
Łoś
Link 31.08.2008 :: 23:59
Komentuj (2)Hans Zimmer - The Coral Atoll.
Siedzę racząc się kubkiem ciepłej herbaty. Muzyka w tle staram ukoić moje skołatane myśli. Nie lubię myśleć, chyba już o tym wspominałem, prawda? Niestety, czasem zdarza mi się to w zbyt dużym natężeniu. Mimo iż ze szkołą mam teraz niewiele wspólnego 1 września zawsze pozostanie takim kubłem zimnej wody. Czuję się słaby, przytłoczony wątpliwościami. Ktoś kiedyś powiedział mi, że podziwia mnie za to, że potrafię się do wszystkiego zdystansować. Owszem, ale tylko na jakiś czas. Im więcej rzeczy od siebie odsuwam, tym więcej potem wraca do mnie naraz. Z reguły moja tarcza ignorancji z powodzeniem oddziela mnie od nich. Czasem jednak, coś się przedostanie. A już nawet tak mały fragment starcza by mną zachwiać. Nie lubię tego, nikt nie lubi. Mam ochotę przykryć się kocykiem w kącie i powoli sączyć moje ciepłe kakao na tłustym mleku.
Hans Zimmer - Light
Cieszy mnie, że w całym tym marazmie, rzece pesymistycznych myśli, mam swoją małą latarnię. Długo zajęło mi zaakceptowanie tego faktu, ale nie żałuję niczego i powtórzył bym to jeszcze raz a nawet i więcej, byleby tylko to osiągnąć. Ta wiedza potrafi dać człowiekowi siłę w takich chwilach. Jakież to ograne i patetyczne prawda? Nie zmienia to faktu, że tak jest. I nie chcę by to się zmieniło. Jakkolwiek nie lubię jego języka, to Hans muzykę pisać umie.
Hans Zimmer - The Lagoon
Okazuje się, że praktyki są obowiązkowe na każdym kolegium. Ciekawe czy na moim też. Jutro się dowiem. Jeżeli tak, nie powiem, będzie to spora kłoda pod nogi od losu. Nie pozostanie mi nic innego jak pozaliczać co się da i iść na specjalizację translatorską na Kolumba. Trochę pluję sobie w brodę, że od początku tak nie zrobiłem, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Plus zmiany uczelni byłby taki, że miałbym tam z kim iść bo kolega z pracy też się nie ucieszył na wieść że na swoim kolegium ma praktyki. Wilku ma w środku miesiąca urodziny, ciekawe co z tego wyjdzie.
To ciekawe, po raz pierwszy odkąd naszły mnie myśli samobójcze, miałem więcej niż jeden powód by się ich nie posłuchać...to budujące i przyjemne.
Kończę na dziś bo mętlik w głowie mnie wykańcza.
Postaram się napisać przed albo w październiku.
Dobranoc.
Łoś.
Pozytywny akcent notki:
klik!Link 17.05.2008 :: 19:51
Komentuj (2)a perfect circle - the package
zacznę dziś od ogłoszeń parafialnych. hasło zostało zmienione.
jak łatwo się domyślić, dwa poniższe wpisy nie były mojego 'pióra'. patrzę za okno i widzę, że pada deszcz. lubię deszcz. zawsze kojarzy mi się z metaforycznym oczyszczeniem. tak naprawdę zastanawiam się po co piszę. nie mam nic do przekazania. dzielić się specjalnie tym co się u mnie dzieje też mi się nie widzi. a przynajmniej nie dziś. studia, gdzieś tam są i powoli idą do przodu. czasem terminy się wydłużają, czasem skrócają. praca? niby tak, można się pochwalić, że dostałem awans. ale co to za awans jak będę się musiał kłócić o pieniądze, które mi się należą? kochajmy firmę, która chce byś dla niej poświęcał wszystko a nie daje nic w zamian. że niby mam się cieszyć z sociala i zamknąć gębę? dobre sobie. no nic, zobaczymy jak to będzie. jakoś na pewno, jakoś zawsze to było. tylko, że tym razem nie jest jakoś. po raz pierwszy od dawna 'mam' 'coś' czego od dawna chciałem o ile to nie za mało powiedziane.
a perfect circle - weak and powerless
na ślub Olka szykuje się całkiem miły prezent, mam nadzieję, że wszystko wypali tak jak planowałem. zobaczymy. ostatnio wszystko się dziwnie układa, prawda? cholera, mam silną potrzebę wyjścia na ten deszcz. ale już niedługo. na 20.30 na grunwaldzie, w warce, wieczór kawalerski Olka. mam co do tego mieszane uczucia. starzeję się. nie. raczej wracam do stanu z początków licka, gdzie najchętniej bym leżał do góry brzuchem i nic nie robił. no nic. minie za kilka dni.
a perfect circle - the noose
skoro już jestem przy licku. trzeba sobie zorganizować trochę czasu w wakacje i spotkać się z kilkoma osobami z tamtego okresu. ciekawe co u nich. ostatnio zacząłem sobie zdawać sprawę, że mimo iż stronię od ludzi, to są mi oni potrzebni. nawet Łoś jest zwierzęciem społecznym.
a perfect circle - blue
również ostatnio zauważyłem coś innego. słuchałem przesłuchania anioła. znam ten utwór dobrze i nie mówię tu tylko o piosence. gdy podczas słuchania przypominałem sobie kolejne wersy, przed oczyma miałem obraz, który kryje się w tych słowach. nigdy wcześniej nie odbierałem tak...osobiście to chyba dobre słowo, przesłania autora. nie jest to miłe uczucie. wcale.
a perfect circle - vanishing
tytuł tej piosenki chyba dobrze oddaje to co się teraz ze mną poniekąd dzieje. znikam z tzw. życia internetowego. kiedyś po równo dzieliłem obie sfery mojego życia, jednak teraz to co się dzieje poza monitorem i kablami zaczyna mnie dużo bardziej absorbować o ile nie przytłaczać. sam chciałem, powtarzam sobie. owszem, ale nie tego się spodziewałem. jednak cokolwiek by się nie działo, będę się trzymał resztek zasad jakie mam i nie będę kwestionował wyborów, które dokonałem tylko będę pił ten raz słodki, raz gorzki trunek.
postaram się napisać szybciej tym razem, udanej reszty weekendu.
Link 26.04.2008 :: 11:28
Komentuj (1)Raport specjalny:"Łosie zostały przyłapane w okolicach tajemniczego przejazdu kolejowego jak, myśląc, iż nikt ich nie obserwuje, niecnie spożywały napoje wyskokowe.
Społeczeństwo jest zbulwersowane taką postawą Łosi..."