a perfect circle - the package
zacznę dziś od ogłoszeń parafialnych. hasło zostało zmienione.
jak łatwo się domyślić, dwa poniższe wpisy nie były mojego 'pióra'. patrzę za okno i widzę, że pada deszcz. lubię deszcz. zawsze kojarzy mi się z metaforycznym oczyszczeniem. tak naprawdę zastanawiam się po co piszę. nie mam nic do przekazania. dzielić się specjalnie tym co się u mnie dzieje też mi się nie widzi. a przynajmniej nie dziś. studia, gdzieś tam są i powoli idą do przodu. czasem terminy się wydłużają, czasem skrócają. praca? niby tak, można się pochwalić, że dostałem awans. ale co to za awans jak będę się musiał kłócić o pieniądze, które mi się należą? kochajmy firmę, która chce byś dla niej poświęcał wszystko a nie daje nic w zamian. że niby mam się cieszyć z sociala i zamknąć gębę? dobre sobie. no nic, zobaczymy jak to będzie. jakoś na pewno, jakoś zawsze to było. tylko, że tym razem nie jest jakoś. po raz pierwszy od dawna 'mam' 'coś' czego od dawna chciałem o ile to nie za mało powiedziane.
a perfect circle - weak and powerless
na ślub Olka szykuje się całkiem miły prezent, mam nadzieję, że wszystko wypali tak jak planowałem. zobaczymy. ostatnio wszystko się dziwnie układa, prawda? cholera, mam silną potrzebę wyjścia na ten deszcz. ale już niedługo. na 20.30 na grunwaldzie, w warce, wieczór kawalerski Olka. mam co do tego mieszane uczucia. starzeję się. nie. raczej wracam do stanu z początków licka, gdzie najchętniej bym leżał do góry brzuchem i nic nie robił. no nic. minie za kilka dni.
a perfect circle - the noose
skoro już jestem przy licku. trzeba sobie zorganizować trochę czasu w wakacje i spotkać się z kilkoma osobami z tamtego okresu. ciekawe co u nich. ostatnio zacząłem sobie zdawać sprawę, że mimo iż stronię od ludzi, to są mi oni potrzebni. nawet Łoś jest zwierzęciem społecznym.
a perfect circle - blue
również ostatnio zauważyłem coś innego. słuchałem przesłuchania anioła. znam ten utwór dobrze i nie mówię tu tylko o piosence. gdy podczas słuchania przypominałem sobie kolejne wersy, przed oczyma miałem obraz, który kryje się w tych słowach. nigdy wcześniej nie odbierałem tak...osobiście to chyba dobre słowo, przesłania autora. nie jest to miłe uczucie. wcale.
a perfect circle - vanishing
tytuł tej piosenki chyba dobrze oddaje to co się teraz ze mną poniekąd dzieje. znikam z tzw. życia internetowego. kiedyś po równo dzieliłem obie sfery mojego życia, jednak teraz to co się dzieje poza monitorem i kablami zaczyna mnie dużo bardziej absorbować o ile nie przytłaczać. sam chciałem, powtarzam sobie. owszem, ale nie tego się spodziewałem. jednak cokolwiek by się nie działo, będę się trzymał resztek zasad jakie mam i nie będę kwestionował wyborów, które dokonałem tylko będę pił ten raz słodki, raz gorzki trunek.
postaram się napisać szybciej tym razem, udanej reszty weekendu.
Raj 18.05.2008, 22:59
chłodnik z botwinki
marcl 18.05.2008, 01:44
pij pij piwo, którego sobie sam naważyłeś... a swoją drogą piłam ostatnio własnoręcznie-przez-kolegę warzonego portera.. no no miodzio. oby Twoje piwo wyszło równie dobre... ;)
zacznę dziś od ogłoszeń parafialnych. hasło zostało zmienione.
jak łatwo się domyślić, dwa poniższe wpisy nie były mojego 'pióra'. patrzę za okno i widzę, że pada deszcz. lubię deszcz. zawsze kojarzy mi się z metaforycznym oczyszczeniem. tak naprawdę zastanawiam się po co piszę. nie mam nic do przekazania. dzielić się specjalnie tym co się u mnie dzieje też mi się nie widzi. a przynajmniej nie dziś. studia, gdzieś tam są i powoli idą do przodu. czasem terminy się wydłużają, czasem skrócają. praca? niby tak, można się pochwalić, że dostałem awans. ale co to za awans jak będę się musiał kłócić o pieniądze, które mi się należą? kochajmy firmę, która chce byś dla niej poświęcał wszystko a nie daje nic w zamian. że niby mam się cieszyć z sociala i zamknąć gębę? dobre sobie. no nic, zobaczymy jak to będzie. jakoś na pewno, jakoś zawsze to było. tylko, że tym razem nie jest jakoś. po raz pierwszy od dawna 'mam' 'coś' czego od dawna chciałem o ile to nie za mało powiedziane.
a perfect circle - weak and powerless
na ślub Olka szykuje się całkiem miły prezent, mam nadzieję, że wszystko wypali tak jak planowałem. zobaczymy. ostatnio wszystko się dziwnie układa, prawda? cholera, mam silną potrzebę wyjścia na ten deszcz. ale już niedługo. na 20.30 na grunwaldzie, w warce, wieczór kawalerski Olka. mam co do tego mieszane uczucia. starzeję się. nie. raczej wracam do stanu z początków licka, gdzie najchętniej bym leżał do góry brzuchem i nic nie robił. no nic. minie za kilka dni.
a perfect circle - the noose
skoro już jestem przy licku. trzeba sobie zorganizować trochę czasu w wakacje i spotkać się z kilkoma osobami z tamtego okresu. ciekawe co u nich. ostatnio zacząłem sobie zdawać sprawę, że mimo iż stronię od ludzi, to są mi oni potrzebni. nawet Łoś jest zwierzęciem społecznym.
a perfect circle - blue
również ostatnio zauważyłem coś innego. słuchałem przesłuchania anioła. znam ten utwór dobrze i nie mówię tu tylko o piosence. gdy podczas słuchania przypominałem sobie kolejne wersy, przed oczyma miałem obraz, który kryje się w tych słowach. nigdy wcześniej nie odbierałem tak...osobiście to chyba dobre słowo, przesłania autora. nie jest to miłe uczucie. wcale.
a perfect circle - vanishing
tytuł tej piosenki chyba dobrze oddaje to co się teraz ze mną poniekąd dzieje. znikam z tzw. życia internetowego. kiedyś po równo dzieliłem obie sfery mojego życia, jednak teraz to co się dzieje poza monitorem i kablami zaczyna mnie dużo bardziej absorbować o ile nie przytłaczać. sam chciałem, powtarzam sobie. owszem, ale nie tego się spodziewałem. jednak cokolwiek by się nie działo, będę się trzymał resztek zasad jakie mam i nie będę kwestionował wyborów, które dokonałem tylko będę pił ten raz słodki, raz gorzki trunek.
postaram się napisać szybciej tym razem, udanej reszty weekendu.
Raj 18.05.2008, 22:59
chłodnik z botwinki
marcl 18.05.2008, 01:44
pij pij piwo, którego sobie sam naważyłeś... a swoją drogą piłam ostatnio własnoręcznie-przez-kolegę warzonego portera.. no no miodzio. oby Twoje piwo wyszło równie dobre... ;)